sobota, 31 października 2009

Smuda czyni cuda


Wiem, wiem, możecie na mnie wieszać psy, ale po prostu nie mam czasu regularnie uzupełniać mojego bloga, bowiem na raz złożyło się wiele czynników i czas jaki mogę poświęcić na pisanie diametralnie się skrócił. Wypada jednak dodać wpis ze względu choćby na, że mamy nowego selekcjonera. Hurra, mistrzostwo świata stoi otworem!

Pan Smuda słynie z nieustępliwości i podobno ze skuteczności. Jednak jak dotąd nikt nie zdziałał cudów z naszą kadrą narodową, która już dawno umarła, a reanimacja trupa pt.: „ reprezentacja RP” trwa już kilka ładnych lat.

Lato znowu obiecuje nam gruszki na wierzbie, a wybór właśnie Smudy na stanowisko trenera kadry narodowej wyznaczały raczej słupki poparcia przez kibiców dla Franciszka niż zdrowy rozsądek, a szkoda. Jednak PZPN, to też organizm, który broni się nogami i rękami przed destrukcją (bo obstrukcja trwa już w najlepsze) i głos kibiców musiał być wzięty pod uwagę.

Może niektórych z czytelników (jeśli jeszcze ktoś czyta moje wypociny) ździwie, ale na cuda nie ma co liczyć. Wiadomo, że praca selekcjonera jakiejkolwiek reprezentacji to praca zaoczna, która trwa kilka tygodni w roku i nie da się efektownie przygotować drużyny na dwa tygodnie przed meczem. Pisałem już niejednokrotnie, że ryba psuje się od głowy i należałoby zacząć od restrukturyzacji całej naszej (nieistniejącej przecież) infrastruktury i sposobów szkolenia, które przewyższane są przez choćby czeskie czy słowackie myśli szkoleniowe.

Nikt z tym nic nie zrobi. Owszem są akcje „koniecPZPN”, które nawołują do bojkotu, który sam bardzo popieram, ale samym nawoływaniem się cudów nie zdziała. Najpierw trzeba obniżyć wydatki PZPN na papier do ksero, czy ustawiane przetargi w ministerstwie sportu na boiska „orlików”, a dopiero potem trzeba usiąść i pomyśleć co dalej. Jednak jak pomyślę, jak długa droga do tych celów, to odechciewa mi się wszystkiego.

0 komentarze:

statystyka