poniedziałek, 31 sierpnia 2009

Poloneza czas zacząć



Najwyższy czas, po powrocie z wakacyjnych wesel uaktualnić mojego bloga. Uwieżcie, że pisać bardzo chciałem, ale największe chęci były niczym w starciu z wszechpotężnym i odbierającym wszelkie siły - kacem. Jednak rehabilitacja dobiegła końca i powrót do pisania staje się faktem. Dość już żalenia – czas przejść do rzeczy.

Wy pewnie wiedzieliście to od kilku tygodni, ale ja dowiedziałem się stosunkowo niedawno, o tym że w Europie początek sezonu (a zwłaszcza ten weekend) należał do arcyciekawych. Milan – Inter, Juve – Roma, Real – Deportivo oraz ManU – Arsenal. Nie bez przyczyny mecz Czerwonych Diabłów z Kanonierami umieściłem na pierwszym miejscu, bo właśnie to starcie przykuło moją uwagę. Naturalnie ładnie strzelali we Włoszech (piękne gole Diego w meczu Juventusu z Romą), ale walkę w Manchesterze z tego spotkania sędziowie powinni zalaminować, poświęcić w kościele, oprawić w ramki i powiesić nad łóżkiem. Niestety nie dlatego, że było to sędziowanie godne naśladowania, ale wręcz przeciwnie.

Do tej pory uważałem, że tylko w meczach Realu z Barceloną na Santiago Bernabeu, arbitrzy gwiżdżą i sędziują iście po gospodarsku, ale do Gran Derbi należy teraz dołożyć właśnie mecze na Old Trafford – ManU vs Arsenal.
Nie będę streszczać spotkania, bo nie o to chodzi, ale dwie akcje muszę skomentować. Pierwsza to oczywiście ewidentny faul na Arszawinie w polu karnym Czerwonych Diabłów, który mógłby być puszczany na szkoleniach dla młodych sędziów z tytułem: „tak wygląda ewidentny faul kwalifikujący się na czerwoną kartkę”. W Anglii chyba zamiast tego oglądają „Jasia Fasole” i popijają w trakcie herbatkę. Brak jakiejkolwiek decyzji sędziego był dla mnie szokiem, bo skoro widział arbiter całe zdarzenie, to zrozumiałbym nawet kartkę dla Rosjanina – sędzia mógł zinterpretować to zdarzenie jako symulację. Arbiter jednak pozwolił grać dalej.

Druga sytuacja, która nomen omen przywołuje tą pierwszą, to faul Almunii na Rooney’u. Tutaj sędzia nie miał żadnych wątpliwości i od razu wskazał na „wapno”. Szkoda, że w ten sposób wynik został wypaczony, bo Manchester na wygraną nie zasłużył. Wiem – wyprzedziłem fakty, bo niebawem padł gol samobójczy i gospodarze z pomocą dwunastego zawodnika (to był ten z gwizdkiem) wygrali to spotkanie 2:1.

Jak tu nie być złym, kiedy w tak ważnym meczu, gdzie wszyscy czekają na najsprawiedliwsze sędziowanie przychodzi jakiś zaspany kretyn i sędziuje bardzo źle. Kibice Czerwonych Diabłów na pewno go pokochają, ale fani piłki nożnej, których jest jednak trochę więcej już chyba nie za bardzo.

0 komentarze:

statystyka